Strona główna » Wydarzenia » Maraton po zamarzniętym Jeziorze Bajkał, 6 marca 2011, Irkuck, Rosja, 8000km od Warszawy

 
 

Maraton po zamarzniętym Jeziorze Bajkał, 6 marca 2011, Irkuck, Rosja, 8000km od Warszawy

 

Pobudka przed biegiem była wyznaczona na 7 rano Nie było problemu ze wstawaniem, bo i tak wszyscy mięliśmy problemy ze snem…trochę ze stresu jak będzie, a trochę z powodu różnicy czasu (było koło północy czasu polskiego). Chłopaki ratowali się melatonina i zaklęciami, ja spróbowałem Kruszovicki Svetly Lezak z barku i troszkę pomogło…

Na starcie ok. 100 biegaczy z 14 krajów. Największa grupa ok.40 Niemców, bo to pod nich firma Absolute-Siberia robi chyba ten bieg już od 7-miu lat. Poza nimi kilkunastu miejscowych Rosjan i prawie miejscowych Japończyków (maja tu rzut beretem, zresztą prawie wszystkie samochody na Syberii są japońskie i maja kierownice po prawej stronie…zreszta jeździ się głównie po jeziorze, bo dróg mało…). Także kilkunastu reprezentantów Europy Zachodniej z Austrii, Francji, Holandii, UK i Hiszpanii. Najbardziej egzotyczni to Jezus Goznales z Columbii i Robert z RPA….
I nas Polaków 10 szt, ośmiu z Accelerate w tym Pekka (polski Fin z Accenture…ale po rosyjsku mówił lepiej niż niejeden z nas i do Rosjan miał podobny stosunek jak my…za okupacje Finlandii). Poza tym dwóch doświadczonych ultramaratończyków z Bydgoszczy Witek i Andrzej, oklejeni od stóp do głów emblematami sponsorów.

Na oko wszyscy doświadczenie maratończycy lub adventura racerzy, takich co to wola po górach, bagnach, lodowcach i w ogóle nie po betonie….Tylko trochę joggerów jak ja, co to czasem łamia 4h w maratonie, głównie z grupy niemieckiej, która przyjechała tu raczej na urlop z rodzinami i dziećmi. Wielu z nich zostało na połówce, bo i limit 3 h był bardzo wyśrubowany, jak sie potem okazało…

Musimy przejechać na druga stronę jeziora, bo tam z okolic wioseczki Tanchoj (tam faktycznie nie słyszeli o pierestrojce , czas zatrzymał się w XIX, a babuszka przed starą chatą i sławojką, której szukaliśmy, pamiętała pewnie jeszcze cara Aleksandra) powinien o 11tej wystartować bieg. .Przed hotelem Majak w Listviance czekają już poduszkowce i reszta kolumny biegu (busy z obsługa i rescue team na śniegochodach,, jak tu nazywają skutery śnieżne, z przyczepionymi z tyłu noszami na płozach.
Ruszamy ok.9:30 i jedziemy na druga stronę obserwując z niepokojem trasę.
Trasa…cóz jak to trasa, biała , plaska 42km…niestety (dla mnie i posiadaczy kolców…) więcej śniegu niż lodu…Początkowe 6-7km snieg kopny 40-50cm zabił prawie wszystkich!…potem dalej do końca prawie 10-20cm rozdeptanego kołami samochodowymi śniegu,..gorzej niż na Pólmaratonie w Radomiu w tym roku.

Pogoda super, słońce, bez wiatru prawie…zaczynamy przy -20C, ale w słońcu cieplej i na półmetku musiało byc juz “względnie” koło zera, potem (dla niektórych z nas , którzy biegli 6-7h trochę się oziębiło i.pewnie znów było poniżej -20)
„Z powodów technicznych” start przesunięto na 12 ta. Niby nic, bo i tak słońce świeci i bardzo zimno nie jest , ale dla niektórych z nas okazało się to brzemienne w skutkach, bo doświadczyliśmy malowniczego sunset on the Bajkał i ostatnie kilometry biegliśmy po ciemku…
Generalnie organizacja, taka bardziej spontaniczna, powiedziałbym „komsomolska” i przypominająca mi dobre czasy komunizmu…
Zaczynamy bieg…dramat, śnieg kopny czasem do pół łydki. Koleiny busów, określające trasę poprowadzona wzdłuż wbitych co 100-200, chorągiewek, niewiele pomagają, bo śnieg sypki i rozkopany. Zatyka wszystkich, nie ma co marzyc o spokojnym początku, bo wiemy, ze tego śniegu jest prawie 10km, wiec przy średniej ok. 10”/km nie będzie szansy aby dogonić limit 3h. Tak wiec biegnę na początek pólmaraton prawie na maksa, a potem zobaczymy!…

Jak dobiegłem do ½ biegu (szczęśliwe 2h57 ale na ostatnich nogach) wiedziałem, że nie zmieszczę sie w limicie 6h na całym dystansie…to niedotrenowanie i pewnie resztki choroby przelatanej na obozie w Zakopcu…ale słoneczko świeciło, wiec zostawiłem leszczy i parówki na połowie i dalej “swobodnym Gallowayem” 12-13″/km.przez śnieżna pustynię..(tak. tak, tak sie chodzi na Bajkale!) przemieszczałem sie dalej i tak do 30km.
Było nawet przyjemnie; sam na jeziorze, kilometry z tyłu i z przodu, nie ma żywego ducha, co 5km jakiś punkt.żywnosciowy..wyciągam żela, wciągam, zapijam czajem (sera żółtego i suszonych owoców się boje, raz wziałem czekolade, była ok) i idę/truchtam dalej.
Ale zrobił sie 35km i skończył sie czas…wtedy aparatczycy i z komitetu centralnego biegu, chcieli mnie zdjąć z trasy, bo regulamin i inne takie sowiecko -komunistyczne bzdury…ale ja twardo, biegne za Olszynke Grochowska, Maciejowice, Lwów itd…do Smoleńska nie doszedłem bo mnie trochę zemdliło…pewnie po żelu…Zreszta regulaminy i limuty były płynnie zmieniane i dostosowywane do możliwości i osiągnięć grupy niemieckiej. W końcu limit na połówke był 3,5h a na cały dystans 6,5h…ale o tym biegnący zawodnicy e trakcie biegu nie wiedzieli, wiec leciałem sobie po swojemu, żeby jakoś pokonać Bajkał i wrócić na nogach do ciepłego hotelu.

Ale były tez plusy bycia na końcu…czekiści ciągle chcieli mnie zdejmować z trasy (bo limit, bo temperatura, bo wiatr, bo zimno i inne takie bzdury dla leszczy…), ale Alesna, wolontariuszka z pit-stopów, zawsze mi dawała buzi na drogę (przez ostatnie 3-4 “spotkania”) , bo stwierdziłem, ze mnie motywują cheer-leaderki…ot i takaja eto Rossija!

Najcieplej, choc przyznaje jedyny raz pomyslałem o Olku Senku i jego „obozach biegowych Jacka Gardenera” gdy na 37km, jak mnie znów chcieli zdjac (i jakiegoś Francuza z nadwaga, co joggował za mna…), bo juz sie zimno robiło i słońce zachodziło, wiec sie bali czy dam rade…
A ja spokojnie “odpalam” moja diode migającą w rękawiczkach Saukony, i „wyczarowuje” dodatkowa kurteczkę Newline, którą nam obozy zafundowały w Zakopanem, zakładam ja i pokazuje środkowy palec (nawet kilka, bo musiałem w kilku językach…), uśmiecham się do Alesny przyjaźnie i jogguje dalej, kontemplując okoliczności syberyjskiej natury, trochę zestresowany, bo po bajecznym zachodzie słońca przede mną, zrobiło się całkiem ciemno i trochę nieprzyjemnie…widzę tylko 1-2m przed sobą, koleiny oświetlane diodą z rękawiczki, no i hotel Majak, co majaczył w oddali i nie chciał sie przybliżać do mnie wcale…

Gdzieś koło 40km dałem sie wyprzedzić Francuzowi (myślę sobie “jeder Schuss ein Russs, jeder Stoss ein Franzouss”) bo sobie kombinuje, że jak juz nie wygram, to przynajmniej będę ostatni…Zaczynam marzyc: bedzie show, sponsorzy, kobiety itd
To była kolejna dobra decyzja!…bo jak juz dobiegałem po ciemku do Mety w 7h12min, w świetle reflektorów śniegochoda i mojej diody, to od razu mnie wdzieli pod ręce i zaniesli na sale, gdzie trwała właśnie ceremonia (przesuniętą o 1/2h z uwagi na mnie i Francuza) no i sie zaczeło…Jak na akademii ku czci: ordery, całusy, goździki, pończochy i inne nagrody okolicznościowe zupełnie jak za Komuny…

Dostałem najpierw regularny dyplom i medal z koszulka, a potem dalej, puchar For The Strongest Will (mój pierwszy w bieganiu…teraz sie zaczine!), czapeczke Zbornej Rosji na sezon 2011 i nalewke na wisniach od sponsorów…nie wiem z jakiego tytułu, bo juz niewiele wiedziałem i chciałem do wanny…
W ten sposób ja przywiozłem puchar i worek nagród…o zachwytach płci pięknej nie wspominam ze skromności, ale były, były…a nasze dużo szybsze chłopaki z pustymi rekami wyjechali , bo im Hiszpanie ukradli podium…
Cóz, pzypomniałem sobie rosyjskie przysłowie zasłyszane od kogoś “Tisze jedziesz, dalsze budiesz…” trochę pasuje do tego…Strategia biegu w tych warunkach dla mnie = na szóstke!

Wyniki:
Wygrał oczywiście jakiś Ruski z Irkucka w lekkich butach startówkach (trochę wolniej niż w zeszłym roku, kiedy tez wygrał) na luzaku (u kobiet, dziewoczka toże russkaja, jakaś taka niemłoda 50lat+ zresztą jako jedyna z kilkudziesięciu kobiet dobiegła do końca maratonu w czasie 5h48).
Ale potem niespodzianka – trzech Hiszpanów!…faceciki 45-55lat, małe takie, czarne, włochate, widać, że adventure racing biegają, bo cali w Salomonie, ale dołożyli naszym 4-6 min a to dużo…Bardzo ich jednak polubiliśmy, bo to fajne chłopaki były, na koniec na lotnisku w Irkucku, wymieniliśmy się narodowymi gadżetami i było bardzo miło

Maciek Stefaniak 5ty, Tomek Kłosek 6ty jakos tak 3h50-54 – to czasy naprawdę rewelacyjne, dopiero za nimi „zawsze groźny na swoim boisku” Siergiej Kałasznikow z Irkucka (w zeszłym roku 3ci, ale w tym nie strzelał tak dobrze)…Jacek 11ty bodaj prawie 4h20 (co pokazuje jak trudny był tegoroczny bieg) i tak po kolei Tomek Wolanin, Rysiu Białogrodzki, do Grzeska Słupskiego w czasie 5h z małym haczykiem i Pekki, który tez sie zmieścił w limicie 6h …
Ale ja nie byłem przy tym, bo ja wtedy biegłem i zabierałem im ten cały show…pewnie mnie za to nie lubię trochę teraz…;)

Ale generalnie Polacy byli bardzo widoczni i wymiataliśmy w większości kategorii towarzyszacych…taniec, śpiew i napoje energetyczne -, bankiet pomeczowy, był nasz nawet jedna Niemka z supporting teamu swojego męża (przyjechała z 2 dzieci 2 i 6lat) chciała go zostawić dla jednego nas…cóz Poliaki mododcy!…

Tyle o biegu, reszta w odrębnych relacjach ustnych…jak mi głos wróci, bo zaraz po biegu zaniemówiłem i resztę podróży komunikowałem się na migi.
Ale było zajefajnie…cała ta Syberia jest de best…Maciek I Grzesiek sa mistrzami powożenia psich zaprzęgów, Pekka wchodził do batyskafu aby zobaczyć w Muzeum Etnograficznym , co mieliśmy pod nogami na ponad 1.600m głębokości pod nogami biegu… w ogóle dużo sie nauczyliśmy nowego o bieganiu zwłaszcza zimowym…

Tak wiec zostałem Ultramaratończykiem jak mówią chłopaki…bo wprawdzie dystans nadal 42km, ale timming juz bardziej ultra…

Ale na Syberie jeszcze wrócę, na pewno!…
ANDRZEJ SUWALD, 13 marca 2011 r.

 

Brak komentarzy

Bądź pierwszym komentującym

Opublikuj komentarz

Musisz być zalogowany aby publikować komentarze

Zaloguj się

Kalendarz imprez

Listopad 2014
P W Ś C P S N
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Najbliższe imprezy

11. listopada od 11:11 do 13:11
XXIV Bieg Niepodległości (11.11.2014)

Zobacz wszystkie wydarzenia »

Wydarzenia

  • Wspólne wybiegania

    Nową propozycją dla klubowiczów są wspólne wybiegania z naszymi trenerami Olkiem i Agnieszką z ObozyBiegowe.pl. Wybiegania będą organizwane 1-2 razy w miesiącu, w weekend. Zapraszamy na 30 minut [...]

  • XXIV Bieg Niepodległości (11.11.2014)
    XXIV Bieg Niepodległości (11.11.2014)

    [ 11 listopada 2014; 11:11 to 13:11. ] Jako że zostało jeszcze kilka miejsc, zgodnie z wcześniejszą informacją organizujemy zapisy uzupełniające na Bieg Niepodległości. Na Wasze dodatkowe zapisy [...]

  • 36. Maraton Warszawski (28.09.2014)
    36. Maraton Warszawski (28.09.2014)

    [ 28 września 2014; 9:00 to 15:30. ] W ostatni weekend września, punktualnie o godzinie 9:00, z mostu Poniatowskiego wystartuje najliczniejszy polski bieg maratoński - 36. Maraton Warszawski. [...]

  • Bieg na piątkę (28.09.2014)
    Bieg na piątkę (28.09.2014)

    [ 28 września 2014; 9:30 to 10:30. ] 36. Maratonowi Warszawskiemu towarzyszy bieg na mniej wymagającym dystansie. Pół godziny po zawodnikach maratonu, wystartuje bieg na 5 km. Uczestnicy Biegu [...]

  • Biegnij Warszawo 2014 (05.10.2014)
    Biegnij Warszawo 2014 (05.10.2014)

    [ 5 października 2014; 10:00 to 12:00. ] Zapraszamy do wzięcia udziału w jednym z największych masowych biegów w Polsce. Ostatnią edycję biegu ukończyło prawie 12 tysięcy zawodników. Istnieje [...]

Archiwum wydarzeń